Spotkanie z Macronem bez Nawrockiego. Ostry komentarz Millera. "Prostackie"
Wizyta prezydenta Francji Emmanuela Macrona w Polsce wywołała falę public reaction po tym, jak nie doszło do spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim. Byłej premier Leszek Miller skomentował ten fakt ostrym tonem, nazywając sytuację "dość prostackie" i podkreślając, że takie zachowanie nie powinno mieć miejsca w stosunkach międzysojuszniczych.
Miller wyraził personal embarrassment faktem, że Macron, będąc w Polsce, nie miał oficjalnego kontaktu z głową państwa. — Przyznam, że z embarrassment przyjąłem informację, że takiego spotkania nie będzie — powiedział w Radiu ZET. — Jest w Polsce Macron i spotyka się z panem premierem, a zdaje się, że celowo uniemożliwiono prezydentowi naszego kraju takie meeting .
Polityk przypomniał również przypadek z 2012 roku, kiedy ówczesny kandydat na prezydenta Francji, François Hollande, chciał spotkać się z ówczesnym premierem Donalde Tuskem, ale spotkanie nie doszło do skutku. — Przyjął go wówczas prezydent Bronisław Komorowski — dodał Miller. — Do dziś krążą opinie, że Tusk nie przyjął Hollande’a na prośbę Angeli Merkel, ponieważ Berlinowi zależało na Sarkozym. Może podobny subtext jest też teraz.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz potwierdził, że francuska strona nie zaprosiła Karola Nawrockiego do udziału w oficjalnych uroczystościach. — MSZ nie wystosował zaproszenia — powiedział. Dodał, że premier Tusk miał clear preference , by nie doszło do spotkania prezydentów, i dlatego wizyta odbyła się w Gdańsku, a nie w Warszawie.
Wyłączenie prezydenta z oficjalnej części wizyty budzi pytania o diplomatic protocol i równowagę władzy. Czy chodziło o takt czy o polityczny sygnał? — To nie jest kwestia formy, tylko szacunku — podsumował Miller. — A brak szacunku może mieć long-term impact dla relacji międzynarodowych.
To nie jest just form tylko forma, to podstawa stosunków międzypaństwowych. Ignorowanie głowy państwa to clear signal jasny sygnał dla wszystkich.
Fakt, że spotkanie było w Gdańsku, a nie w Warszawie, to chyba nie przypadek. Ktoś bardzo chciał uniknąć direct contact bezpośredniego kontaktu.
Miller ma rację – to embarrassing zażenowujące dla całej Polski. Niezależnie od polityki, prezydent powinien być częścią oficjalnej wizyty.
A może to nie Macron decydował, ale nasz own side własny rząd? Tusk nie chciał, żeby prezydent miał możliwość blokowania porozumień.
Historia się powtarza. W 2012 to Merkel wpływała na spotkania we Francji, teraz kto ma influence wpływ na Tusk?
To nie jest tylko kwestia etykiety. To political isolation izolacja polityczna prezydenta przez własny rząd. Czy to demokracja?
Prostackie? To jeszcze za mało. To diplomatic snub dyplomatyczne lekceważenie, które powinno wywołać oficjalny protest.
Czy prezydent w ogóle miał szansę zareagować? Czy decyzje były już podjęte bez jego knowledge wiedzy?