Polak miał zastąpić Błachowicza. A tu taki obrót
Iwo Baraniewski miał szansę na szybki opportunity w main event UFC, zastępując kontuzjowanego Jana Błachowicza. Był gotowy stawić czoła Rosjaninowi Bogdanowi Guskowowi – i sam potwierdził, że jego team zaakceptował propozycję.
Widać było excitement w jego głosie, gdy na filmie zamieszczonym w mediach społecznościowych oświadczył: - Przeanalizowaliśmy tę propozycję i ją przyjęliśmy. Chciałbym wam powiedzieć, na czym stanęło - zapewnił, dając kibicom nadzieję na emocjonującą niespodziankę w klatce.
Niestety, jak dodał, decyzja nie należała już do niego. - Nadeszła odpowiedź zwrotna, że opponent nie zgodził się na walkę - ujawnił. Reakcja Guskowa zamknęła temat, mimo że Baraniewski był w pełni gotowy, by wykorzystać ten moment.
Polak wraca więc do pierwotnego planu: walka z Billym Elekaną, zaplanowana na 6 czerwca. - Idziemy po victory - zapowiedział, nie tracąc focus . Jego postawa budzi szacunek – rośnie presja, ale on trzyma composure nad emocjami.
Baraniewski nadal jest uważany za jednego z najciekawszych talentów w polskiej MMA scene . Choć ta szansa uleciała, jego czas w spotlight pewnie jeszcze nadejdzie – jeśli tylko pozostanie gotowy, gdy zadzwoni call .
Znowu ten opponent rywal się wycofuje? To już drugi raz w tym sezonie, gdy Polak dostaje szansę, a potem... cisza.
Baraniewski potrafi trzymać pressure presję – nie narzeka, tylko mówi: idziemy dalej. To charakter.
Czy to nie jest trochę unfair niesprawiedliwe? On się przygotowuje, sztab analizuje, a potem rywal decyduje jednostronnie?
Guskowowi chodzi o strategy strategię, nie o szacunek. Chce łatwiejszego debiutu. Rozumiem, ale szkoda dla Iwa.
6 czerwca będzie tough fight trudny pojedynek, ale to lepszy test niż Guskow. Elekana nie można lekceważyć.
Nawet jeśli nie walczył z Guskowem, to już zyskał respect szacunek fanów. Sposób, w jaki to przyjął, mówi wiele.
Czy UFC naprawdę chciało, żeby Iwo wskoczył, czy tylko testowali jego dostępność? Wątpliwe.