Czerwone kontenery na śmieci: porządek trwa jeden dzień
Porządek trwał dokładnie jeden dzień. Wczoraj smieci z ulicy Kraszowickiej zostały usunięte, dziś rano wokół pojemnik na elektroodpady znów leżą odpady gabarytowe. Mieszkańcy Świdnicy patrzą na to z mieszanymi uczuciami: z ulgą po akcji sprzątania i z frustracją, że problem wraca jak powrót nieproszonego gościa. Wiceprezydent Krystian Werecki nie ukrywa: sytuacja wymyka się kontroli, a miasto rozważa przeniesienie charakterystycznych czerwonych kontenerów w inne miejsce.
Te kontener , ustawione w siedmiu punktach miasta na początku 2021 roku, miały ułatwić obywatelom utylizację zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego — od starego telewizor po baterie i tonery. Zamiast jeździć do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów, mieszkańcy mogli teraz oddawać elektrośmieci lokalnie. Ale zamiast kultury segregacji, pojawiła się kultura porzucania — nie w środku, tylko obok. – Sami pojemniki nie są przepełnione – podkreślił Werecki. – Ludzie po prostu wyrzucac rzeczy na zewnątrz.
Problem dotyczy trzech lokalizacji, ale najgorzej wygląda sytuacja przy ulicy Kraszowickiej, Prądzyńskiego i Spółdzielczej. Radna Sylwia Osojca-Kozłowska opisała to jako niespodzianka każdego ranka. Zastępca komendanta Straży Miejskiej, Edward Świątkowski, potwierdził: ktoś przywozic śmieci specjalnie, jakby to był legalny wysypisko. – Nikt nie przyjeżdża z Wrocławia, żeby tam wyrzucić odpad – stwierdził sucho radny Wiesław Żurek, przypominając, że winni to lokalni mieszkańcy. Straż prowadzi dokumentację fotograficzną, ale ustalenie sprawców to trudne zadanie.
Miasto nie zamierza jednak poddawać się. – Będziemy interweniować, ale to wymaga współpracy społecznej – mówił wiceprezydent. Alternatywą może być ograniczenie zbiórek do Urzędu Miejskiego lub PSZOK-u. – Te pojemniki są dla małych urządzeń, nie dla pralka czy lodowka – przypomniano. Jeśli sytuacja się nie zmieni, czerwone kontenery mogą zniknąć. A z nimi – szansa na łatwą, cywilizowaną segregację odpadów. Tylko czy mieszkańcy to docenią, czy znowu znajdą łatwiejszą drogę?
Te pojemniki są dla malych małych rzeczy, a nie do wyrzucania starej kuchni. Kiedy ludzie to wreszcie zrozumieją?
Wczoraj sprzątali, dziś znów śmieci. Czy to ma sens?
Ciekawe, czy przeniesienie pojemnika przy Kraszowicach na Malinową coś zmienic zmieni. Albo po prostu przeniosą problem w inne miejsce?
Miasto daje narzędzia, ale brakuje odpowiedzialności obywatelskiej. Bez tego nie ma szans na czyste miasto.
Straciliśmy poczucie granicy. Wyrzucać śmieci obok pojemnika to jak pluć na innych.
Może lepiej organizować regularne akcje zbiórki? Byłoby kontrolowane i organizowane zorganizowane.
A co z tymi, którzy nie mają samochodu? Mają nosić lodówkę do PSZOK-u?
Miasto najpierw instaluje pojemniki, potem mówi: 'to nie działa, zabieramy'. To nie rozwiązanie, tylko rezygnacja.