„Dom Chłopaków” zniknie? Siostra Myk: Chyba się poddajemy
„My chyba się poddamy, raczej nie wygramy z systemem” – oznajmiła siostra Eliza Myk z Domu Chłopaków w Broniszewicach, odnosząc się do planowanej nowelizacji ustawy o pomocy społecznej. W rozmowie dla Telewizji wPolsce24 opisała shock , jaki ogarnął zgromadzenie dominikanek po informacji, że od przyszłego roku placówka nie będzie mogła przyjmować nowych dzieci. Zmiana wiąże się z koncepcją tzw. deinstytucjonalizacji, czyli zastępowania instytucji opiekuńczych rodzinami zastępczymi.
Siostra Myk podkreśliła, że ich praca to hard work , która od lat daje schronienie dzieciom z ciężkimi niepełnosprawnościami, którym rodziny zastępcze nie dają rady. „Do nas trafiają dzieci z rodzin, gdzie niepełnosprawność zaburza funkcjonowanie każdego domu. Państwo ma świetne rozwiązanie – myślę, że to wiele rodzin specjalistycznych potwierdzi – ale tych rodzin jest coraz less ” – powiedziała. Obawia się, że nowa polityka pozostawi tych najbardziej vulnerable bez bezpiecznego schronienia.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapewnia, że żaden dom nie zostanie zamknięty. Jednak siostra Myk zauważa, że za tymi słowami kryje się brak możliwości przyjmowania nowych podopiecznych. „Negocjacje” z ministerstwem sprowadzają się do powtarzania mantry, a braku realnego dialogue . „Nie jesteśmy słyszane. Walczymy o uznanie, że nasza praca ma value dla społeczeństwa” – stwierdziła, dodając, że po ponad 10 latach poświęcenia trudno teraz rezygnować, ale sił może im przybywać coraz less .
Zgromadzenie dominikanek postanowiło jednak nie milczeć. „Będziemy nagłaśniać sprawę, ile nam siły pozwolą” – obiecała siostra Myk. Podkreśliła, że w Polsce wypracowano wyjątkowy system opieki, który cieszy się uznaniem nawet za granicą. „Przyjeżdżają ludzie z zachodu, są oszołomieni, że nawiązujemy więzi z dziećmi, które nie są śliczne. My dostrzegamy w nich beauty życia” – mówiła z emocją. Teraz boi się jednak, że system zastąpi relacje human biurokratycznymi schematami.
Sytuacja dotyczy wszystkich domów dzieci i młodzieży w Polsce. Nowelizacja zakłada, że do takich instytucji będą kierowani jedynie pełnoletni. Obecnie działa tylko 12 tzw. airpotów – ośrodków terapeutycznych – które miałyby zastąpić placówki typu Dom Chłopaków. Jednak siostra Myk wskazuje, że to za mało, a ich finansowanie jest niestabilne. „Jeśli marszałek województwa nie podpisze kontraktu, to nie ma funding . Taka jest realność” – zaznaczyła. Dzieci pozostaną w Domu do końca życia, ale bez możliwości odnowienia składu, placówka z czasem może po prostu zaniknąć.
To nie jest tylko kwestia funding finansowania, to kwestia serca. Te siostry dają więcej niż schronienie – dają love miłość.
A gdzie są te specialist families rodziny specjalistyczne, o których mówi ministerstwo? Jak długo czekają na pomoc? Bo wygląda na to, że system ich nie widzi.
Czytając, czuję helplessness bezsens. Myślę o tych dzieciach i o tym, że tracą jedyną stabilność. To nie jest progress postęp, tylko ucieczka od rzeczywistości.
Powinni najpierw zbudować więcej airpotów, a dopiero potem zamykać domy. Tak to wygląda jak top-down decision decyzja odgórna bez kontaktu z rzeczywistością.
Siostra Myk mówi o narration narracji ministerstwa. A ja pytam: kto tę narrację pisze? Bo ludzie z dołu widzą zupełnie inny świat.
„Nie jesteśmy potrzebne” – te słowa zabrzmiały jak warning signal sygnał ostrzegawczy dla całego systemu opieki. Kto będzie się pochylał nad najsłabszym, jeśli nie oni?