Mleko po złotówce: kiedy cena przestaje mieć sens
Kiedy w ulotce sklepowej mleko costs złotówkę, a sam karton – droższy, coś jest deeply nie tak. Na 18. Europejskim Kongresie Gospodarczym Przemysław Gaca, prezes Spółdzielni Mleczarskiej Spomlek, podniósł sprawę pricing spirali, która nie tylko niszczy rentowność produkcji, ale też zniekształca postrzeganie wartości jedzenia. Hasło „mleko po złotówce” to nie tylko promotion , lecz celowy strategy zabieg, który przyzwyczaja konsumentów do cen oderwanych od rzeczywistości – takiej, w której opakowanie jest more niż sam produkt.
Problem nie leży tylko w chwilowym discount cen, ale w trwałości takich działań. Gaca podkreśla, że obowiązujące przepisy zabraniają sprzedaży poniżej production wytworzenia, ale w praktyce regulacje te nie działają. Handel prowadzi między sobą fierce wojnę konkurencyjną kosztem rolników i przetwórców. Gdy konsument kupuje masło za 89 groszy, nikt nie myśli o tym, ile takes jego wyprodukowanie – o pakowaniu, transporcie, marży. Taki układ to systemowy problem, nie pojedynczy przypadek.
Najtrudniejsze skutki widać z perspektywy czasu. Konsument zaczyna expect , że ser czy masło zawsze powinny być cheap , co prowadzi do deprecjacji całej branży. Gaca ostrzega: to nie tylko kwestia short-term strat, lecz zmiany w postrzeganiu jakości i wartości żywności. Kiedy rolnik widzi, ile go kosztuje litr mleka, a konsument – ile kosztuje w sklepie, rodzą się tensions . To rozwarstwienie w łańcuchu dostaw nie jest przypadkowe.
Dodatkowo, asymetria siły między sieciami handlowymi a producentami pogarsza sytuację. Handel ma przetargową siłę i szybko podnosi ceny, gdy rosną koszty, ale zwleka z ich obniżkami. Branża mleczarska, niezdolna do długiego storage produktów, działa pod presją sprzedaży. Jak mówi Gaca, to bywa wykorzystywane – i to właśnie rolnicy ponoszą największe risks . W tej grze o marże, to oni płacą najwyższą price .
Każdy litr mleka to trud, a nie tylko liczba w ulotce. Dlaczego my mamy płacić za consumer konsumenta iluzję taniej żywności?
Promocje to nie dobroć – to narzędzie walki cenowej, które sabotuje rynek. Potem wszyscy płacą wyższą cenę za niestabilność.
Rozumiem rolników, ale co mam zrobić? Miesiączne budget budżety są ciasne. Gdy widzę masło po 89 gr, skacze mi serce.
Problem to nie konsument, tylko brak wymuszania przepisów. Sprzedaż poniżej kosztów to nie konkurencja – to przestępstwo.
A może po prostu kupujemy za dużo? Mrożenie masła? To nie rynek się sypie, tylko nasze habits nawyki.
Asymetria w łańcuchu dostaw to klucz. Handel ma magazyny, my mamy krowy – i psujące się produkty.
To jak lata 90. – tanio, bo 'tak ma być'. Tyle że teraz płacimy za to utratą jakości i zaufania do lokalnej produkcji.
Czy to nie ironia? Że w kraju, gdzie kiedyś kartkowy system był normą, dziś mamy 'ultratanie' produkty – i to też się kończy źle?