Społeczność romska krytykuje działania Justyny Steczkowskiej. Ile jeszcze razy?
Justyna Steczkowska wkracza ponownie na scenę z projektem „Roma Symfonica”, który łączy symphonic music z elementami romskich brzmień i dynamicznym tańcem. Spektakl, zapowiadany jako hołd dla cultural heritage , od początku budził emocje — nie tylko pozytywne. Choć publiczność chłonie widowisko, część społeczności romskiej ocenia je jako przykład cultural appropriation , co podbijają debatę o granicach twórczości i szacunku.
Dr Joanna Talewicz, prezeska Fundacji „W stronę dialogu”, mówi wyraźnie: to, co robi Steczkowska, to nie hołd, lecz exploitation cudzej tożsamości dla zysku. „To dla mnie zwyczajny obciach. W większości krajów już to nie przechodzi”, stwierdza. Jej głos nie jest jedynym. Umtata Tybora, performer romskiego pochodzenia, przyznaje, że czuje embarrassment . „Jako nastolatek byłem jej fanem. Dziś patrzę na te przebieranki i widzę to, co robiliśmy w latach 80. — bez refleksji”.
Nie brakuje też głosów umiarkowanych. Agnes Schmitd, producentka muzyczna znająca obie strony, mówi, że nie podejrzewa artystki o bad intentions . „To raczej nieprzemyślane działanie marketingowe”, podkreśla. Zaznacza jednak, że nawet bez złych celów, powtarzanie harmful stereotypes rani — szczególnie gdy mowa o kulturze, której reprezentanci od lat walczą o nowy wizerunek.
Manuel Dębicki, muzyk i współorganizator festiwalu Romane Dyvesa, chwali artistic talent Steczkowskiej, ale wskazuje palcem na konwencję projektu. „Nie trzeba dodatkowej oprawy, by budzić podziw. Szybkie sięganie po karty czy wróżby to już nieprzystające do współczesnych standardów”, mówi. Jego słowa podtrzymuje Władysław Kwiatkowski z Centrum Historii i Kultury Romów: „Ile jeszcze razy będziemy pokazywani jako wróżbiarze? To tak, jakby Polaków wciąż przedstawiać jako kierowców z niemieckimi stolen cars ?”.
Steczkowska broni swojego projektu, podkreślając szacunek i współpracę z Bobanem Markovićem. „Nie miałam zamiaru nikogo obrazić”, zapewnia. Jednocześnie apeluje o weryfikację faktów przed wypowiedziami. Sprawa pozostaje otwarta: gdzie kończy się inspiracja, a gdzie zaczyna się disrespect ? W dobie, gdy kultura staje się treścią, granice wymagają ostrożności — i dialogu, a nie tylko scenicznych efektów.
To nie o intencje, tylko o skutki. Nawet jeśli Justyna działała z goodwill dobrą wolą, efekt jest ten sam — romskość jako kostium.
Projekt jest widowiskowy, ale czy potrzeba było właśnie tych wizualnych kliché? Można było inaczej.
Zaangażowanie Bobana Markovicia dodaje authenticity autentyczności, ale to nie znaczy, że wszystko jest w porządku.
Kluczowe pytanie: kto decyduje, jak wygląda cultural representation reprezentacja kulturowa? Tutejsi artyści czy ci, których kulturę przedstawiają?
Jej głos to pure art czysta sztuka, ale kontekst dziś wymaga większej świadomości.
„Ile jeszcze?” — to pytanie trafia w sedno. Kiedy przestaniemy perpetuate stereotypes utrzymywać stereotypów za cenę sztuki?