Jessie Ware dla Onetu: tęsknię za romantyzmem i atmosferą tajemniczości
Jessie Ware, znana z eleganckiego połączenia disco, gospel i popu, ponownie zabiera nas w podróż do golden era muzyki — tym razem przez swój najnowszy album Superbloom, który promuje nie tylko dance rhythm , ale i głębszą, bardziej osobistą narrację. Po dwóch poprzednich płytach, które ukształtowały jej nową tożsamość artystyczną, Ware czuje się pewniej niż kiedykolwiek, łącząc teatralność sceny z autentycznym wyrazem siebie. Album składa się z 13 utworów, które zdaniem fanów mogą oznaczać początek jej creative peak .
W rozmowie z Onetem przyznaje, że tęskni za romanticism i mystery , która otaczała legendarną nocną scenę lat 70., taką jak Nowojorskie Studio 54. Dzisiejsze czasy, pełne dokumentowania każdego momentu, zdaniem Ware pozbawiają radości spontaniczności. „Wszyscy nagrywamy, co zjedliśmy, i publikujemy to — nawet ja”, mówi, żartobliwie przyznając, że i ona nie jest wolna od tej social media ułomności. Brakuje jej chwil, które po prostu exist , bez konieczności ich udostępniania.
Jednym z najporuszniejszych utworów na albumie jest „16 Summers”, inspirowany zarówno jej dziećmi, jak i tragiczną utratą przyjaciółki, która zmarła na raka w ciągu zaledwie sześciu tygodni. Początkowo piosenka miała być refleksją nad mijającym czasem z dziećmi, ale nabrała bittersweet meaning . „Teraz doceniam każdy dzień, bo wiem, że nie wszystkim dane jest to, co mam”, mówi Ware. Utwór zawiera nagrania głosów jej dzieci, co nadaje mu intymny, emotional depth .
Artystka nie ukrywa, że kariera i życie rodzinne to ciągły balancing act . Choć często jest w trasie, wieczorami przejęcie dzieci przejmuje jej mąż. „Dzieci mogą wskoczyć do mojego łóżka, o ile nie będą mnie kopać — potrzebuję snu!”, śmieje się. Jej family life to mieszanka chaosu i pięknych chwil, które nieustannie ją inspirują. Jej podcast Table Manners, prowadzony z matką, to kolejny przykład tej wyjątkowej personal bond , która wychodzi poza muzykę.
To właśnie taką muzykę potrzebujemy teraz — z soul duszą i warmth ciepłem, nie tylko beatem.
„16 Summers” to porażka emocjonalna. Nie spodziewałem się, że taneczny artysta potrafi tak trafić w heart serce.
Jej tęsknota za Studio 54 to też tęsknota za czasem, kiedy kultura nie była tylko content contentem.
„16 lat z dziećmi” — to zdanie mnie zatrzymało. Czy naprawdę mamy tyle czasu? Muszę reflect zastanowić się nad tym.
Podcast z mamą? To musi być chaotic chaotyczne, ale pewnie niesamowicie authentic autentyczne.
Czy Colman Domingo naprawdę brzmi jak Barry White, czy to tylko efekt nostalgii?